Sobotnie popołudnie. Cisza, spokój, odpoczynek po tygodniu nerwowej pracy. Istna sielanka. Nieuczesane myśli leniwie krążą wokół nieistotnych, drobnych, ale jakże miłych spraw…
W dyskretne dźwięki cichej, nastrojowej muzyki brutalnie wdziera się wizg silnika wiertarki, a moment później – szarpiący nerwy i kompletnie burzący nastrój sobotniego, leniwego popołudnia odgłos wiertła powoli zagłębiającego się w ścianie. Wiadomo – niedawno oddany blok, nie wszyscy zdążyli się wprowadzić… Swoją drogą, miejsce borowania jest obojętne. Sąsiad zza ściany czy mieszkający dwie klatki dalej – jeden pies, jeden hałas. Jak się człowiek uprze, to w nocy słyszy, jak sąsiadom paznokcie rosną, jak więc można przegapić taki akustyczny szok jak wiertarka udarowa na pełnych obrotach z maniakiem doczepionym na końcu? Rozumiem, że nie wszyscy mogą sobie pozwolić na wynajęcie fachowców i przeprowadzkę na gotowe, ale sobotnie i niedzielne popołudnia to dla mnie czas odpoczynku i regeneracji sił przed kolejnym pracowitym tygodniem. Nieco uspokajają mnie nieodparcie kojarzące się z takimi efektami wspomnienia…
Zaczęło się od tego, że nie mogłem już dłużej odwlekać wizyty u dentysty. Cóż, zdarza się. I w ten sposób, pewnego upalnego dnia trafiłem do gabinetu Violi. Wtedy – pani doktor S. Trzeba przyznać, że widok małej seksbombki w białym kitlu raczej nie nastroił mnie zbyt optymistycznie. Przynajmniej – co do jej umiejętności. Do dziś zresztą nie wiem, dlaczego. Siadając na fotelu, przypomniałem sobie krążące wśród znajomych opowieści o jej potknięciach. Cóż, nikt nie jest doskonały – pomyślałem. Przynajmniej miło popatrzeć. Fakt. Starannie ułożona, pozornie niedbała burza blond włosów i prawie wieczorowy makijaż. Siedząc na fotelu, przyjrzałem się jej nieco uważniej i zapomniałem o oczekujących mnie wątpliwych rozkoszach. Już pierwszy rzut oka ujawnił frapującą niespodziankę: otóż pod prawie przezroczystym, białym fartuchem nie było prawie nic. Tylko skąpe figi i staniczek, też białe. Opalenizna nieosłoniętego nimi ciała przebijała przez cienki materiał fartucha. Przygotowując zastrzyk, odwróciła się do mnie tyłem i nieco pochyliła nad stolikiem. Figi były naprawdę skąpe. Odsłaniały praktycznie całe pośladki. Natychmiast wyleciał mi z głowy chroniczny wstręt do zębologów, zaczęła działać wyobraźnia, a w okolicach krocza bardzo wybrzuszyły się spodnie. Kiedy szła w moją stronę ze strzykawką, leciutko się uśmiechnęła. A może tylko mi się tak wydawało?…
Czułem tylko zastrzyk. Boleć zaczęło później, wieczorem. Ale nie powstrzymało to mojej nagle rozpędzonej do pełnych obrotów wyobraźni – wystarczyło wyobrazić sobie lekko wypięty tyłeczek pani doktor, już bez fartucha i z odsuniętymi figami, uczucie zagłębiania się w jej ociekającej myszce – nie wytrzymałem dłużej. Cóż pozostało mi poza zaśnięciem?
Zacząłem pojawiać się w jej gabinecie co dwa—trzy dni. Leczenie przebiegało bez zakłóceń. A wyobraźnia stanowczo pracowała w nadgodzinach. Oj, było tych wizji, było… I to różnych – od szybkich numerków w najdziwniejszych miejscach po długie, perwersyjne seansy z użyciem najróżniejszych rekwizytów…
Skroił mi się wyjazd nad jezioro pod namiot. Zgodziłem się na zatrucie dwóch ząbków i dokończenie zabaw z nimi po powrocie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że uszczelnienie na jednej z porcji trucizny nieco się wykruszyło, a sama trucizna się zdematerializowała. O czym oczywiście nie wiedziałem…
Zaraz drugiego dnia po powrocie pognałem prosto do Violi. Co prawda nie było wielkiego upału, ale przywitała mnie, zapinając fartuch, pod którym były chyba jeszcze bardziej skąpe fatałaszki, niż tego dnia, gdy pierwszy raz ją zobaczyłem. Z miejsca zesztywniałem na beton. Ale nie na długo – tym razem, jak to z martwymi zębami bywa, borowała bez znieczulenia. Jeden przeszedł ulgowo. Ale kiedy tylko dotknęła wiertłem drugiego… Granat w jamie ustnej chyba nie zdziałałby więcej. Pamiętam tylko błysk – kiedy wróciła mi zdolność w miarę normalnego kojarzenia, trzymałem się kurczowo klamki, a pani doktor usiłowała mnie od niej oderwać.
– Nie wiedziałem, że taka delikatna istota może sprawić tyle bólu – wystękałem.
– Proszę z powrotem na fotel – powiedziała po dłuższej chwili milczenia.
Podniecenie, o dziwo, wcale się nie ulotniło, a wręcz przeciwnie. Palant stał jak dyszel i nie miał najmniejszego zamiaru się uspokajać. No i tak sobie posiedziałem ze sporym namiocikiem. Założyła mi drugą porcję trucizny i umówiliśmy się na kolejną wizytę.
– Mam nadzieję, że tym razem nic się nie wykruszy – rzuciłem, zbierając się do wyjścia.
– Przepraszam – zarumieniła się. Aż zrobiło mi się jej szkoda. — Mogę mieć prośbę?
– Jaką?
– Mam trochę zakupów… – bezradnym gestem wskazała dwie umiarkowanie potwornych rozmiarów reklamówki. Zaniosę jej te torby, może da się wprosić na kawę…
– Nie ma problemu. Aha, pójdzie pani tak jak teraz? – popatrzyłem na jej strój.
Tym razem udało mi się wprawić ją w zakłopotanie. Zarumieniła się. Bardzo ładnie jej z tym było. Zdążyłem już stwierdzić bez pudła, że gabinet nie miał żadnej kanciapy, z której mogłaby teraz skorzystać, a wychodziło się z niego bezpośrednio na handlowy deptak. Miałem chwilę złośliwej satysfakcji, gdy się przyglądałem, jak gorączkowo zastanawia się, w jaki sposób kulturalnie pozbyć się mnie z gabinetu, gdy będzie się przebierać.
– Nic z tego – brutalnie rozwiałem jej nadzieje. – Albo idzie pani w tym fartuszku – powoli przesunąłem spojrzeniem przez całą jej postać – albo… To boli, jak ktoś patrzy? – rzuciłem pytaniem z zaskoczenia.
– Nie…
– To po prostu poasystuję pani przy przebieraniu – za nic nie chciałem pozwolić jej się pozbierać.
– Ale…
– Nawet pani nie dotknę. A tym bardziej nic nie zaboli – kułem sytuację na gorąco.
Bardzo uważnie przyjrzała się swoim butom. Spojrzałem w to samo miejsce i przełknąłem ślinę. Na lewej kostce miała zapięty łańcuszek. A wysokie, ażurowe, splecione z rzemyków sandałki wspaniale eksponowały świetną linię łydek. Cichy szelest – i coś białego przesłoniło mi widok. Poderwałem spojrzenie w górę i nieco przymurowało mnie do podłogi. Jak się okazało, jej majteczki były bardziej niż skąpe. Właściwie można by o nich powiedzieć, że istniały jako sztuka – nie zasłaniały kompletnie nic, za to podkreślały nagość dokładnie wydepilowanego łona. Speszony widokiem różowych, leciutko wychylających się na zewnątrz warg popatrzyłem wyżej. Rzadko widzi się takie kształtne piersi. Dodatkowo podkreślał je skąpy, po większej części przezroczysty stanik. Spojrzałem jej w oczy – przez chwilę wyzywająco patrzyła na mnie. Odwróciła się i prowokująco kręcąc dupcią podeszła do wieszaka. Zdjęła z niego jasnobeżową sukienkę. Zarzuciła ją na siebie i nie spuszczając ze mnie nieruchomego spojrzenia, powoli, zaczynając od góry, zapinała guzik po guziku.
Adrenalina z testosteronem pospołu buzowały wesoło i prawie wylewały się uszami, kiedy tak obserwowałem znikanie zjawiskowej, promieniującej seksem istoty pod niepozorną, tyle, że krótkawą sukieneczką. Pragnąłem jej do bólu. Nie wiem, co powstrzymało mnie od rzucenia się na nią, kiedy się ubierała. Chyba wspomnienie wybuchu pod czaszką – w każdym razie na pewno bardziej niż te mizerne resztki samokontroli, które jakoś przywołałem. Bez słowa, starając się unikać jej spojrzenia, wziąłem te torby i podążyłem do drzwi.
– Jednak mi pan pomoże?
– A dlaczego nie?
– Hmmm…
– Powiedziałem, że pomogę, to pomogę – zdenerwowałem się.
– Przepraszam…
– Za co? To było niesamowite.
– Chyba przesadziłam – nie patrzyła mi w oczy.
– Czy ja wiem… – bezczelnie wlepiłem spojrzenie w jej krocze. Zarumieniła się.
– Idziemy?
Nic już nie mówiąc, zabrała torebkę i poszliśmy. Podczas parominutowego spacerku odezwała się może trzy razy. Odpowiadałem machinalnie, pochłonięty bez reszty dzikimi wizjami. Bohaterka tychże na pewno świetnie orientowała się, co myślę, nic nie dało się na to poradzić. Wchodząc za nią po schodach, zapamiętywałem każde drgnięcie jej nóg. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju i brandzlować się do bólu, wspominając to, co miałem szczęście niedawno widzieć, i uzupełniając wspomnienia swoimi pomysłami.
Całe szczęście, że miałem obie ręce zajęte, bo miałem upiorną ochotę sprawdzić, czy ta zmiana stroju zrobiła na niej choć trochę takie wrażenie, jak na mnie. Już w jej mieszkaniu postawiłem balast na kuchennym stole i skierowałem się do wyjścia. Cholernie się spieszyłem, bo palant stanowczo domagał się natychmiastowego ulżenia, ale już w drzwiach zatrzymało mnie zaproszenie na kawę. Jak ją jeszcze trochę pooglądam, to się nic nie stanie.
Długo przedtem i długo potem tak się nie pomyliłem. Kiedy poczłapałem do kuchni, gdzie walczyła z czajnikiem, resztki samokontroli z zastraszającą szybkością przechodziły do historii. Gdy odwróciła się do mnie tyłem, szukając czegoś w lodówce, jednym skokiem znalazłem się za nią. Jeden ruch – i trzy moje palce zawitały do jej myszki. Pisnęła.
Zaczęła się wyrywać, ale kiedy jej się to udało, po prostu oparła się o stół i zarzuciła sukienkę wysoko na plecy. Nie musiała nic mówić. Wpakowanie się w dobrze naoliwioną piczkę było kwestią chwili. Rżnąłem ją jak młody bóg. Cipa mlaskała, a jej właścicielka pojękiwała w rytm pchnięć. Co prawda rytmu już po kilku suwach było w tym jak na lekarstwo, ale…
Kilka ruchów i koniec. Trzeba przyznać, że miała świetny refleks i wyczucie – zdążyła wyłapać całość w usta. Połknęła wszystko, oblizując się ze smakiem. Doprowadziliśmy stroje do porządku i posiedzieliśmy przy kawie, przerzucając się pieprznymi dowcipami.
Do dziś leczę się u Violi – wbrew często słyszanym opiniom o niej, jestem bardzo zadowolony. Również ze stanu uzębienia.
