Się narobiło


Bez kategorii / niedziela, 3 listopada, 2019

Trzeci dzień próbuję jakoś do siebie dojść – i cały czas zastanawiam się, jak to możliwe… Teraz to aż głupio, ale było niesamowicie… Ale od początku…

Było dość ciemno. Wracałem z miasta, zły jak diabli – kompletnie wszystko rozłaziło się w szwach. Szedłem dość szybko i prawie bezszmerowo. Najkrótsza droga przez niezabudowane jeszcze pole – zimniej, ale sporawo krócej. Widziałem ją od dłuższego czasu. Szła wolno, obładowana zakupami i sporą torebką. Strzeliło mi do głowy spełnić dobry uczynek. Na poprawę humoru albo co… Nie wiem. Podszedłem na jakieś dwa, trzy metry.

– Dobry wieczór. Można pomóc?

Zatrzymała się w miejscu, reklamówka walnęła na ziemię. Dłuższą chwilę łapała oddech. Odwróciła się w moją stronę. Teraz ją poznałem – mieszkała w klatce obok, znaliśmy się na „dzień dobry”. Sympatyczna kobieta koło czterdziestki, zadbana, średniej urody i o niewyróżniającej się figurze. Typowa na pół anonimowa „pani sąsiadka”…

– Dobry wieczór. Ale mnie pan wystraszył.

– Przepraszam. Nie miałem zamiaru… – zacząłem się jąkać. Było mi autentycznie głupio.

– Już dobrze, nic się nie stało. Chyba… – spojrzała na leżącą na ziemi reklamówkę.

Nic nie mówiąc, pozbierałem wysypane produkty i wziąłem od niej resztę toreb. Były dość ciężkie, nie powiem. Nieco bolały mnie ręce, kiedy już kładłem to wszystko na stole w kuchni. Już chciałem się pożegnać i wyjść, ale nie dało rady. Zaproszenie na kawę i koniec. Nie wymawiałem się, nie potrafię żyć bez kawy.

Siedząc w wygodnym fotelu i mieszając kawę, obserwowałem sąsiadkę i dochodziłem do wniosku, że mi się podoba. I że chyba niezbyt dobrze ją zapamiętałem. Co prawda ubrana była ciepło, ale… Jasnoszary golf był bardzo dopasowany, interesująco opinał się na zgrabnych piersiach. Ciemnozielona spódnica – długa i z grubego materiału – dość dopasowana i mocno rozcięta. I grube, też ciemnozielone rajstopy. Nie wiem czemu, podobają mi się takie – pewnie dlatego, że jaśniejszymi plamami zwracają uwagę na schowane pod nimi krągłości. A w jej przypadku sporo było takich jaśniejszych plam…

Konwersowaliśmy na banalne tematy – ale nie bardzo mogłem się skupić i sensownie rozmawiać choćby o pogodzie. Z jednego, bardzo prostego powodu: siedziała założywszy nogę na nogę. Widziałem jej nogi odsłonięte wyżej niż do pół uda, podziałało o wiele lepiej, niż gdyby miała na sobie mini. Wyobraziłem ją sobie klęczącą na tym fotelu: w swetrze podciągniętym pod szyję, rozpiętym staniku, podciągniętej spódnicy i z rajstopami zsuniętymi do kostek – i siebie, stojącego za nią, wbijającego się po nasadę w jej mokrą, gorącą śliskość…

Rozmowa wyraźnie zaczęła się rwać, kompletnie nie mogłem sklecić sensownego zdania. Im usilniej próbowałem odegnać ten obraz, tym wyraźniej go widziałem. Błędne kółko. Nie wiem, czy się domyślała, o czym myślę – ale bardzo uważnie mi się przyglądała i leciutko przygryzała i oblizywała wargi. Zajęcie się bardzo dokładnym zapaleniem papierosa pozwoliło na chwilę ukryć twarz przed jej wzrokiem, tym bardziej, że musiałem iść do wiszącej w przedpokoju kurtki po paczkę i zapalniczkę. Poczęstowała się i również zapaliła. Przy tej okazji poprawiła się nieco na fotelu – w taki sposób, że wyobraźnia mi momentalnie zaszalała. Spódnica podjechała nieco do góry i teraz widziałem znacznie więcej niż pół jej uda. Widok był bardzo kuszący i prowokujący. Chyba wie, co robi i jak na to facet powinien zareagować… A jak się będzie o to drażnić, to posłucha o prowokowaniu… – pomyślałem, gasząc papierosa.

– A wie pani, że coś zabawnego mi do głowy wpadło? – zwróciłem się do niej ze sztucznym, przesadzonym ożywieniem.

– Właśnie zauważyłam… A co?

Chwilkę zbierałem siły. Później mocno zaciągnąłem się papierosem i pospiesznie przedstawiłem jawiący się przed oczyma obraz jej samej, obnażonej i klęczącej na fotelu – pominąłem swoją skromną osobę – słuchała z kamienną twarzą, nie przerywając ani słowem. Patrzyła mi w oczy długą chwilę po tym, jak skończyłem mówić. No to bubu… Teraz to już nic tylko znikać, i to jak najszybciej… – tłukło się w mózgu podczas tej obserwacji. Tylko mój palant nie zdawał sobie sprawy, w jaką wpędził mnie swoimi kaprysami, i sterczał w najlepsze, jeszcze większy i twardszy.

– Rzeczywiście zabawne – zachowanie godne sfinksa, ton również. Nic nie dało się wywnioskować, czułem się coraz bardziej niepewnie. I nieswojo. Patrzyła mi prosto w oczy. Poczułem gorąco na policzkach. A palant sterczał w najlepsze…

Nie spuszczając ze mnie spojrzenia, wstała z miejsca i szczęka momentalnie mi opadła. Sweterek podjechał pod szyję wraz ze stanikiem – spore, jędrne piersi z wyzywająco sterczącymi sutkami zakołysały się powolnym ruchem. Ale to był dopiero początek – chwilę później spódnica znalazła się w całości wokół talii, odsłaniając pełne, zgrabne uda i biodra.

Jaśniejsze plamy podkreślały kuszące krągłości, na których się opinały. Przez napięty na biodrach, prawie przezroczysty w tym miejscu materiał wyraźnie widziałem skąpe, czarne figi. Palant aż bolał, marzyłem tylko o jednym. Resztkami sił powstrzymywałem się przed zerwaniem z fotela i rzuceniem się na nią. Kiedy wsuwała palce pod gumkę rajstop, aż podniosłem się z miejsca. Znieruchomiała. Spojrzenie wyżej – prześlizguję się wzrokiem po odsłoniętych piersiach i zbitym nad nimi w nieforemną masę swetrze. Twarz nadal nieruchoma, spojrzenie bez wyrazu. Nie musi nic mówić, wiem, że mam pozostać na swoim miejscu.

Siadam. Pochyla się, wciąż hipnotycznie patrząc mi w oczy. Nie odrywam spojrzenia od nieruchomej, nieobecnej twarzy. Wiem, że zsuwa rajstopy do kostek i odsłania się przede mną całkowicie – ale patrzę jej w oczy. Nie odrywa spojrzenia ode mnie, ale jest już odwrócona, patrzy przez ramię. Gdzieś w głowie świta, że właśnie klęczy na fotelu – zupełnie tak, jak sobie ją wyobraziłem. Patrzymy sobie w oczy cały czas. Mój palant szaleje w spodniach, wszystko wewnątrz wrzeszczy, domagając się natychmiastowego rozładowania tego niesamowitego napięcia…

Szybkim ruchem odwraca twarz – i uwalnia mnie od swego nieruchomego, paraliżującego spojrzenia. Prześlizguję się spojrzeniem po jej całej postaci i momentalnie zauważam to, czego nie pokazała mi wyobraźnia: dolinę między pośladkami, jak naturalny drogowskaz kierującą spojrzenie…

…do obu jej wejść – delikatnych, zapraszająco rozchylonych i zapraszających… tak do czułych, delikatnych pieszczot, jak do brutalnego wtargnięcia… Nie wiem, która z tych możliwości bardziej mnie kusi, obie zapowiadają jedyne w swoim rodzaju wrażenia…

Ostatkiem sił powstrzymuję się od rzucenia na nią. Ochrypłym, rwącym się głosem wyrzucam z siebie pominięty wcześnie fragment swojej wizji – opowiadam jej o sobie, stojącym za nią i przebijającym ją swoim palem. W zapadłej ciszy prawie słyszę trzaski przeskakujących między nami erotycznych wyładowań.

– Za późno, skarbie… Teraz ja ci opowiem, co sobie wyobraziłam…

Usiadła wygodnie w fotelu. Nie zadała sobie najmniejszego trudu, aby się zasłonić – bardzo wyraźnie widziałem jej spore piersi… nabrzmiałe sutki… odsłonięte łono… Siedzę jak na szpilkach…

– Od pasa w dół jesteś nagi… kompletnie… – znów patrzy mi w oczy. Nie odrywając od niej spojrzenia, pozbywam się butów, spodni, skarpet i slipów. Uwolniony drąg staje w pełnej okazałości.

– Półleżysz na fotelu… biodrami na krawędzi… eksponujesz swojego zwierzaka… – Głos jest spokojny, nieobecny… Drga z nim leciutka, metaliczna nuta… Nadal patrzymy sobie w oczy, lecz dokładnie na linii tego spojrzenia drga i pulsuje sinoczerwona kolumna…

Półleżę na tym fotelu, z wyeksponowanymi biodrami i patrzę w jej nieruchomą twarz. Metaliczna nuta w głosie jest wyraźniejsza, kiedy mówi:

– Właśnie tak cię sobie wyobraziłam. A to czego ci nie powiedziałam to to, że klęczę przed tobą i otulam go piersiami. Mocno go nimi ściskam… – Ścisnęła piersi, tak, jakby mój nabrzmiały ogon sterczał między nimi.
– Schylam głowę i całuję jego główkę. – Metal w jej głosie. – Gryzę ją. Wsysam do ust…

Dzięki tej dziwnej perspektywie patrząc na nią kiedy mówiła miałem złudzenie, że kiedy mówiąc schylała głowę, wyglądało to prawie tak jakbym za chwilę miał poczuć jej usta na naprężonym, domagającym się natychmiastowej ulgi palancie.

– Zrób to, błagam cię – wychrypiałem. Widziałem, jak unosi się z fotela. Zamknąłem oczy – i czekałem na dotyk jej ust. Ciemność, milczenie i bezruch. I jej głos:

– Nie, skarbie. Ty nie powiedziałeś mi od razu wszystkiego co sobie wyobraziłeś. Dlatego później ci na to nie pozwoliłam. Teraz sama sobie też nie pozwolę. Otwórz oczy i ubierz się.

Pierwszym widokiem, jaki ujrzałem otwierając oczy – była już ubrana, siedząca grzecznie na fotelu sąsiadka. Zapalała papierosa. Chcąc nie chcąc – ubrałem się i również zapaliłem. Rozmowa najwyraźniej się nie kleiła, więc szybko dokończyłem kawę i zacząłem zbierać się do wyjścia.

W przedpokoju, kiedy zakładałem kurtkę, podeszła do mnie. Bardzo blisko. Bez słowa mnie objęła. Bardzo mocno. Objąłem ją również. Staliśmy tak chwilę.

– Idź – szepnęła. – Kiedy spotkamy się następnym razem, powiesz mi wszystko i będzie inaczej, prawda?

Nie mogłem wydusić słowa, pokiwałem jedynie głową – nadal podniecony i napięty do granic wytrzymałości.

– Ja też chcę więcej, skarbie. Ale nie teraz, nie tak. Pędź do domu, na pewno się spotkamy. I pomyśl czasem o mnie…

Leciutko musnęła wargami kącik mych ust, odwróciła się i zniknęła za drzwiami łazienki. Wyszedłem, co miałem zrobić. Kląłem w żywe kamienie jeszcze długo później – nawet wtedy, gdy obficie trysnąłem mając przed oczami wyimaginowany ciąg dalszy spotkania z nią.

Teraz trzeci dzień zastanawiam się – kiedy się spotkamy i co się stanie. Nie widziałem jej przez ten czas, ale coś mi mówi, że niedługo zobaczę. Czekam. Bardzo tego chcę. Z drugiej strony, nieco się boję. Ale najbardziej po prostu czekam…