Wiosenny spacer


Bez kategorii / niedziela, 3 listopada, 2019

Bolący ząb i kłótnia z żoną to stanowczo nie jest to, co powinno przytrafiać się w niedzielne popołudnie, i to jednocześnie. Na ból zaaplikowałem sobie jakąś tabletkę, ale po pierwsze ostatnią w domu, po drugie nie zadziałała od razu, i po trzecie wreszcie – tabletka tabletką, a kłótnia kłótnią. Żeby było ciekawiej, więcej tabletek nie miałem, a przewidywałem, że jedna to stanowczo za mało. Wniosek – trzeba jakieś dokupić, bo mogą być bardzo potrzebne. Polazłem więc do samoobsługowego. Nie było daleko.

W drzwiach apteki, już wychodząc, zderzyłem się z Anną. Od słowa do słowa, stanowczo wyciągnęła mnie na spacer. Nie oponowałem, musiałem się wygadać. Poza tym, bardzo, ale to bardzo dawno jej nie widziałem. Trochę dziwnie się czułem, kiedy znaleźliśmy się w nieuczęszczanej okolicy – nie wiem jak to się stało, że szliśmy po rękę, jak „chodząca” z sobą parka.

Sytuacja o tyle szczególna, że Anna jest ode mnie o jakieś dwadzieścia lat starsza. Poznałem ją kiedyś, dawno, kiedy byłem dorastającym chłopczykiem. I od tego czasu często gościła w moich erotycznych fantazjach. Nie wiem dlaczego, ale wystarczyło spojrzenie na nią, abym poczuł w spodniach twardość i zaczynał się jąkać, a wyobraźnia dostawała olbrzymiego kopa. Marzyłem o najdzikszych rzeczach – szczególnie podobało mi się wyobrażanie sobie, że jestem głęboko w jej ustach, dużych i zawsze ostro umalowanych. Kiedy zapalała papierosa, nie było wyjątku, zawsze byłem od razu bardzo podkręcony. Nie panowałem nad tym. Tak samo działał widok jej piersi, zawsze bardzo kręciły mnie duże, a Anna takie właśnie ma: duże, a mimo to zgrabne, z proporcjonalnymi do wielkości, jasnobrązowymi sutkami… To akurat pamiętam doskonale, kiedyś, dawno temu, miałem okazję zerknąć w jej dekolt…

Wylewałem z siebie żal na cały świat, a Anna słuchała. Próbowała doradzać. Później sama zaczęła opowiadać o sobie. Sporym szokiem było uświadomienie sobie, że inni też mają problemy. Tyle tylko, że bardzo rzadko o nich mówią. Dowiedziałem się wtedy o niej więcej, niż przez ponad dziesięć lat nader luźnej znajomości. I zrozumiałem, dlaczego czasem milkła i robiła się bardzo smutna.

Nie wiem, jak to się stało. Staliśmy gdzieś na polnej drodze, bardzo blisko siebie, twarzą w twarz, wiał zimny, wiosenny wiatr – i widziałem jej wspaniałe usta, lekko rozchylone, bardzo blisko moich… Patrzyłem w piwne oczy, widziałem w nich oczekiwanie i obietnicę…

Dotknąłem wargami jej ust. Leciutko przesunąłem po nich językiem. Początkowo uległe, szybko się rozbudziły. Wpiła się we mnie. Wsunąłem nieco zmarznięte ręce pod jej rozpiętą kurtkę. Mocno objąłem. Zrobiła to samo.

Nie wiem, ile czasu się całowaliśmy – to kompletnie nie miało znaczenia. Ważny był tylko pocałunek. I dłonie, błądzące po plecach, na króciutkie chwile zapuszczające się na pośladki, na piersi, urywanymi, nerwowymi ruchami uciekające z nich z powrotem na plecy…Wsunąłem ręce pod jej sweter. Zamarła na chwilkę. Fakt, miałem zimne dłonie.

Delikatnie głaskana po plecach, szybko znów się ożywiła. Rozpiąłem jej stanik i przeniosłem się na piersi. Duże, miękkie i bardzo wrażliwe. Podniecony do szaleństwa, przesunąłem palcami po sutkach. Jęknęła głucho. Nagłe zimno na brzuchu. Niżej. Zimna, delikatna dłoń
na moim boleśnie nabrzmiałym żołnierzyku. Motyli dotyk. Zimny. Cudowny. Przesuwa się po całej długości. Twardnieję jeszcze bardziej, choć wydaje się to niemożliwe.

Rozpinam jej spodnie. Dłoń wsuwa się pod figi. Jej łono jest całkowicie odsłonięte i bardzo gorące. Prawie parzy. Najdelikatniej, jak potrafię, przesuwam opuszkami palców po krawędzi jej warg. Są bardzo gorące. Ociekają wilgocią. Docieram aż do jej drugiego wejścia i tym samym powolnym, delikatnym dotykiem wracam w górę. Najpierw jeden, chwilę później dwa palce zaczynają dziki taniec na szybko rosnącej i twardniejącej wypukłości. Dłoń Ani spazmatycznie zaciska się na moim trzonie. Skądś, z głębi, wyrywa jej się głuchy jęk. Przerywam pocałunek.

– Chcę cię. Teraz – dyszę prosto w jej twarz.

– Tak… – Nieobecne oczy i półprzymknięte usta mówią mi wszystko.

Ściągam jej spodnie razem z figami. Staję za nią i uwalniam się ze spodni. Nie muszę mówić ani słowa, Anna pochyla się i unosi kurtkę. Widzę obfite, zgrabne pośladki.

Mam niesamowitą ochotę uklęknąć za nią i pieścić ją ustami. Tyle że nie jestem w stanie. Mogę zrobić już tylko jedno.

Wchodzę w nią bez najmniejszego oporu. Otula mnie gorące, śliskie wnętrze. Uderzam biodrami, coraz mocniej i szybciej. Jest coraz bardziej mokra. Zaciska się na mnie spazmatycznymi skurczami. Jęczy coraz głośniej przy każdym uderzeniu. Pochyla się jeszcze bardziej. Trzymam ją za biodra. Teraz jest zgięta w pół. Jęczy. Uderzam jeszcze szybciej, jeszcze mocniej…

Zaczyna krzyczeć. Słyszę, że stara się powstrzymać, ale nie jest w stanie. Jej wnętrze pulsuje. Nie wytrzymuję dłużej, podbrzusze zaczyna promieniować na resztę ciała falami rozkoszy. Zanurzony w gościnnej, gorącej jaskini żołnierzyk strzela całym swoim ładunkiem. Odpowiedzią jest przeciągły, długi jęk, załamujący się w rytmie uderzeń.

Nagle zrobiło mi się zimno. Annie chyba również, bo ubieraliśmy się szybko, prawie na wyścigi. Szczelnie otulona w kurtkę, mocno mnie objęła. Znów się całowaliśmy. Teraz już inaczej. Powoli i delikatnie. Mocno objęci, patrzyliśmy sobie w oczy. Nie wiem, co widziała w moich. Ja tonąłem w jej spojrzeniu. Nigdy takiego nie widziałem. I nawet nie próbowałem się domyślać, co w nim było poza pragnieniem i zaspokojeniem jednocześnie.

Objęci w pół, ruszyliśmy z powrotem w stronę bloków. Gawędziliśmy beztrosko. Na temat tego, co się stało, nie padło ani jedno słowo. Kiedy już żegnaliśmy się przed wejściem do jej klatki, byłem pewien, że to był epizod, niezależnie od tego, jak było cudownie. Że nic takiego już się nie zdarzy. Już wtedy marzyłem, co moglibyśmy robić w choć trochę bardziej sprzyjających warunkach, i już wtedy te marzenia były napiętnowane nieziszczalnością. I wtedy Anna, już wchodząc do klatki, zatrzymała się na chwilkę, odwróciła, pochyliła się w moją stronę i szepnęła:

– Jesteś niesamowity. Jeszcze nieraz się spotkamy, przyrzekam – bardzo szczególny sposób, w jaki podkreśliła słowa „nieraz” i „spotkamy”, dał mi pewność, że… Już nie mogę doczekać się, kiedy znów wybierzemy się na spacer… Albo… Kto wie, co przyniesie przyszłość?…