W drodze na egzekucję


Bez kategorii / niedziela, 3 listopada, 2019

Imieniny teścia czy teściowej to taka okazja, że muszę na nich być, cokolwiek by się nie działo. Szwagierstwa również. Taki zwyczaj, twardo przestrzegany przez Agatę. Jakoś mimo prawie piętnastu lat małżeństwa zdaje się do niej nie docierać, że rodzinnych imprez nie cierpię i już, nic tego nie zmieni. Pilnuje tych upiornych dat z uporem godnym lepszej sprawy, umawia się w naszym imieniu (choć gdyby ode mnie to zależało, pewnie siedziałbym wtedy gdzieś w Australii czy gdziekolwiek indziej, byle dalej), załatwia kogoś do opieki nad dzieciakami, żebyśmy mogli posiedzieć do końca imprezy – i idziemy.

A scenariusz od lat ten sam: ludzie, z którymi po prostu nie mogę się dogadać, te same od lat tematy wywołujące mdłości i z minuty na minutę gorsze samopoczucie, potęgowane widokiem Agaty – odświętnej, kuszącej i jakże zarazem nieprzystępnej, marynującej się razem z resztą towarzystwa w tym słodko-dusznym rodzinnym sosie…

Tym razem było inaczej – na tyle, że być może nawet zmienię swoje nastawienie do takich okazji. Mianowicie Agata dała czadu i to bardzo ostro, nigdy w życiu nie posądzałbym jej o tak bezpruderyjne, wręcz wyuzdane zachowanie…

Ale od początku. To były imieniny Krzyśka, znaczy szwagra. Piękny, lipcowy dzień i ciepły wieczór – idealny na spacer gdzieś z dala od ludzi. I może dziki, namiętny seks w nietypowym miejscu. Na przykład ławka w parku, jakaś brama, obca klatka schodowa… Wiem, wiem – istnieją o wiele dziwniejsze miejsca, ale biorę poprawkę na podejście Agaty i nawet nie myślę o jakichś bardziej niestandardowych…

Już na wyjściu z domu zauważyłem, że zachowuje się jakoś dziwnie. Wsiadając do taksówki ocierała się o mnie jak kotka – nie powiem, że było niemiło. Wręcz przeciwnie. Tyle tylko, że najpierw jako cel kursu podała kierowcy park, jakieś dziesięć minut spaceru od właściwego celu podróży, a później po prostu wzięła mnie za rękę i położyła moją dłoń na łydce. Nie założyła rajstop ani pończoch. Nieco mnie to zdziwiło, bo nie lubi nigdzie, a już zwłaszcza na takie imprezy, chodzić z gołymi nogami. Cóż, przecież każdy od czasu do czasu miewa kaprysy – niech więc jej będzie. Sunąc dłonią coraz wyżej, zapuściłem się pod spódniczkę. I tu kolejna, tym razem mocna niespodzianka – podążając swoim dotykiem coraz wyżej, dotknąłem wypielęgnowanej czuprynki, a chwilę później przywitałem się z jej muszelką. Gorąca i otwarta, czekała na pieszczoty – nie dałem się dwa razy prosić, powiedziałem jej na migi „dzień dobry”. Głęboki, dość głośny wdech i półotwarte usta powiedziały wszystko.

Pieściłem ją przez cały czas spędzony na tylnym siedzeniu taksówki – kiedy wysiadaliśmy, była bardzo mokra i bardzo otwarta. Nie padło ani słowo, kiedy mocno objęci szliśmy przez pustawy o tej porze park. Dobierałem się do niej coraz bezczelniej – nie oponowała, choć nigdy do tej pory nie pozwalała nawet pogłaskać się po pupie, gdy tylko istniała szansa że ktoś może to zobaczyć. Teraz przeciwnie, sama podstawiała się do coraz śmielszych pieszczot. Kiedy skręcaliśmy w boczną alejkę, miała piersi na wierzchu i spódniczkę zrolowaną na biodrach. Idąc niepewnym krokiem w stronę ławki i opierając się o nią, była praktycznie naga – kompletny, wyjściowy strój tylko podkreślał fakt, że jest całkowicie odsłonięta. Spore, jędrne piersi z nabrzmiałymi sutkami lekko się kołysały, kiedy odwracała się w moją stronę.

– Podobam ci się taka?

– Bardzo. Nie czułaś?

– To na co czekasz? Zerżniesz mnie teraz czy mam się ubrać?

Na takie pytanie mogłem odpowiedzieć tylko w jeden sposób: stanąć za nią i zsunąć spodnie razem ze slipami, wymierzyć i wbić się w pulsującą norkę. Była bardzo otwarta i bardzo gotowa, nie czułem prawie żadnego oporu. Jednym pchnięciem znalazłem się w niej cały. Kiedy uderzałem w nią coraz mocniej i szybciej, przemknęło mi przez głowę, że chyba nawet tirówki są nieco dyskretniejsze. I kiedy tak posuwałem Agatę, poważną i stateczną panią koło czterdziestki, jak tanią dziwkę na parkowej ławce – jedną ręką bawiłem się jej piersiami, a drugą sięgnąłem do jej norki i zacząłem bawić się guziczkiem – przyszło mi do głowy, że przecież jest późne popołudnie, a po parku kręci się jeszcze trochę ludzi i ktoś może nas zobaczyć. Tym bardziej, że pojękiwała coraz głośniej, a to mogło szybko ściągnąć jakichś ciekawskich. To wystarczyło, aby używana bardzo intensywnie maczuga znajomo zapulsowała i wystrzeliła w nią z całej siły.

Agata jakby zwiotczała, widać było, że bardzo się starała zachowywać cicho i że ją to zmęczyło. Nie poprawiając odzienia, usiadła na ławce z szeroko rozłożonymi nogami – widziałem absolutnie wszystko, co miała do pokazania. Zachwycający widok – zgrabne nogi, soczysta, nadal otwarta i zapraszająca muszelka u ich zbiegu, jędrne piersi wychylające się spod podciągniętej (bo szkoda było czasu na rozpinanie) bluzeczki… I ten półuśmiech spełnienia i kompletnego odprężenia…

Patrzyłem na nią i czułem przemożną potrzebę wejścia w jej usta – uwielbiam, kiedy czuję jej wargi, język i zęby na sobie, w obłędnej sekwencji pocałunków, przygryzień i liźnięć. Już zbliżałem biodra do jej twarzy, kiedy jakby się ocknęła.

– Nie teraz ogierze – demonstracyjnie spojrzała na zegarek. – już i tak jesteśmy spóźnieni. Idziemy.

– Ale…

– Nie ale. Jest późno. Idziemy.

Nie powiem, żeby było mi miło usłyszeć coś takiego, ale co mogłem? Poprawiliśmy ubrania i poszliśmy. A raczej ona poszła, a ja powlokłem się prawie jak skazaniec – miałem tylko nadzieję, że będzie miała ochotę na ciąg dalszy i nie pobędziemy w rodzinnym gronie zbyt długo. Że nie posprzeczamy się o jakiś nieistotny detal. A kiedy już wrócimy do siebie – nastąpi ciąg dalszy. I niewiele się pomyliłem, ale to już zupełnie inna historia…