„Za pół godziny przy rurach, jak zwykle”.
Mimo noworocznego kaca po hucznej imprezie reakcja jest natychmiastowa i oczywista – spokojnie drzemiąca w slipach pała z miejsca się budzi i staje na baczność, a ja momentalnie pędzę pod prysznic. SMS tego typu przychodzi średnio raz w tygodniu i oznacza, że sąsiadka z góry ma ochotę na dziką, ostrą jazdę bez słowa. Taki mamy układ, że czasem wpadam do niej na kawę i sobie spokojnie i bez podtekstów gawędzimy, czasem pijemy po piwie czy drinku i bywa bardzo różnie, a czasem dostaję od niej wiadomość z podanym miejscem i czasem operacyjnym i wtedy nie pada ani słowo. Jest tylko brutalne rżnięcie. I tak ma być dzisiaj. Fakt, że jest prawie północ i do tego połowa stycznia, nie ma znaczenia – jest zdolna i potrafi się pieprzyć dosłownie wszędzie, niezależnie od pogody i pory roku…
Przez kalejdoskop wybitnie nieprzyzwoitych wspomnień przebija się jedna konkretna scena – moment, kiedy właśnie w taki sposób miałem ją po raz pierwszy: w piwnicy, letnim południem…
Coś było nie tak z rowerem i miałem zamiar to naprawić. Rozłożyłem się z tym całym kramem i zacząłem w nim dłubać. Zauważyłem, jak przechodziła korytarzem, i kiwnąłem głową. Odpowiedziała i zatrzymała się na moment. „Czterdziestka jak nic, a większość tych dwudziestoletnich laseczek może jej tylko pozazdrościć”, pomyślałem. Wyglądała cholernie kusząco. Nie raz i nie dwa widziałem ją w wydaniu oficjalnym i wyjściowym, w końcu mieszkanie w jednej klatce przez pięć lat robi swoje. Wtedy miałem jedną z bardzo nielicznych okazji oglądać ją w bardziej swojskich, domowych ciuszkach. Przy każdej takiej okazji stwierdzałem, że w przeciwieństwie do olbrzymiej większości znanych mi pań wygląda elegancko i kusząco również w czterech ścianach, kiedy nikt z zewnątrz jej nie ogląda. Co najbardziej rzuciło się w oczy, to jej nogi – długie i zgrabne, podkreślone dżinsową mini i klapkami na średnim obcasie. Spore, zgrabne piersi wypychały obcisłą, kwiaciastą bluzeczkę. Nawiasem mówiąc, krótka była ta bluzeczka, spory kawałek brzucha pozostawał nieosłonięty. Bez makijażu, z włosami upiętymi w kitkę – wyglądała tak, że miałem ochotę rzucić się na nią i po prostu przeorać swoim drągiem, który na samą myśl o takiej możliwości z miejsca stanął na baczność. Nie powiedziałem ani słowa, ale chyba miałem to wszystko wypisane na twarzy, bo lekko przygryzła wargi z jakimś wieloznacznym półuśmiechem i poszła dalej.
Wytrzymałem jeszcze chwilę – w głowie zatańczyły migawki z fantazji, jakie snułem na jej temat, przeplatane widokami sąsiadki w różnych strojach. I dźwięk jej głosu, kiedy czasem w przelocie zamienialiśmy po parę zdań. I uśmiech, kiedy mówiłem jej wprost, że jestem pod wrażeniem. Nie musiałem wyjaśniać, jakiego typu to było wrażenie – moje wygłodniałe spojrzenia mówiły wszystko…
Wstałem i bezszelestnie poszedłem w stronę jej piwnicy. Chyba czegoś szukała. Podszedłem bliżej. Wyciągnięta jak struna, sięgała po jakiś karton z najwyższej półki. Jeszcze jeden krok. Chyba wyczuła moją obecność, bo na moment znieruchomiała. Nie odwróciła się, tylko stanęła na całych stopach i minimalnie wypięła tyłeczek. Nie zdzierżyłem, zrobiłem jeszcze krok i stanąłem za nią. Na pierwszy dotyk drgnęła, ale nie zrobiła najmniejszego ruchu, aby mi przeszkodzić, kiedy podciągałem spódniczkę do góry. Przeciwnie, jeszcze bardziej wypięła zgrabny tyłek. Szybko i dokładnie go obmacałem, był jeszcze jędrniejszy niż wyglądał. Sam miód. Tasiemki stringów tylko podkreślały kształt domagających się pieszczot pośladków. Po niedługiej chwili podążyłem dłonią w dół, sięgając do jej cipki.
Była bardzo gorąca, mokra i gotowa. Wystarczyło jej leciutko dotknąć, aby się otworzyła. Drugą ręką rozpiąłem spodnie i uwolniłem swój instrument. Kiedy się do niej zbliżałem, drżała. I momentalnie przejęła inicjatywę – wystarczył dotyk główki na jej ociekających wargach, aby rzuciła biodrami w tył i nadziała się na mnie po samą nasadę. Nie poczułem najmniejszego oporu, tylko gorąco jej wnętrza i aksamitny ucisk na całej długości.
Złapałem ją za biodra i zacząłem dobijać. Raz za razem, gwałtownymi, coraz szybszymi uderzeniami. Dążyłem najkrótszą drogą do finału, nie myślałem o niczym innym, tylko o tym, że zaraz wystrzelę w nią niesamowicie długą, obfitą serią, że napełnię ją całkowicie.
Wiedziała, co się dzieje, i pomagała mi z całych sił. Trzymając się regału, uniosła nogę, umożliwiając mi jeszcze głębsze wejście. Nie uprawialiśmy tej ekwilibrystyki długo – widziałem, że jest bliska szczytu, a mi też niewiele brakowało. Słyszałem jej głuchy, rwący się oddech, z każdym uderzeniem głębszy i mniej regularny. Widziałem, jak bieleją kostki zaciskających się na regale palców. Nie odwracała twarzy w moją stronę, nie widziałem jej ani przez moment. Po prostu na ostro pieprzyłem kobietę bez twarzy, zredukowaną do wypiętego tyłka i gorącej, spragnionej cipki. Ona z kolei czuła dźgający ją drąg i trzymające za biodra dłonie, nic więcej. To kompletne odpersonalizowanie czyniło całą sytuację kompletnie oderwaną od rzeczywistości, będącą bliżej sennej wizji niż czegokolwiek innego.
Nie wiem, ile czasu trwało, zanim poczułem pulsowanie gdzieś w środku, po chwili rozlewające się po całym ciele docierającą wszędzie falą ekstazy. Strzelałem w nią raz za razem, nie przestając się poruszać. Nie wydała żadnego dźwięku, poza kilkoma urywanymi, zduszonymi siłą jękami. Znieruchomiała, kiedy się z niej wycofałem, i opuściła nogę. Poza tym nie odwróciła się ani nie wykonała żadnego ruchu, kiedy doprowadzałem strój do porządku. Stała tak niepewnie na chwiejnych nogach, nie puszczając regału, i głęboko oddychała. Bez słowa odwróciłem się i wróciłem do przerwanej naprawy.
Kiedy wracała, zatrzymała się na moment i zamieniliśmy kilka banalnych zdań. Żadne z nas słowem ani gestem nie dało do zrozumienia, że cokolwiek miało miejsce. Umówiliśmy się, że wejdę na dniach do niej na kawę – i zniknęła…
Stojąc pod prysznicem, wspominałem. Pora dnia czy nocy nie miała znaczenia, tak samo miejsce. Liczyło się zdecydowanie i milczenie – i oczywiście ostre, brutalne pieprzenie. Z kolei pogawędki przy kawie – to już inna historia. Czasem kompletne banały i przysłowiowe dyskusje o pogodzie, kiedy indziej nieco głębsze rozważania. Kilka razy zdarzyło się delikatnie i kulturalnie, ani słowem nie nawiązując do tego drugiego, milczącego oblicza naszej znajomości, podyskutować na tematy seksu – ale bardzo nieśmiało i, zgodnie z niepisaną umową, oględnie. I tak się to już toczy od prawie pół roku. Widzimy się czasem trzy razy w tygodniu, czasem raz na trzy tygodnie – zależnie od jej apetytu.
To będzie dość szczególne spotkanie, pierwsze w tym roku – zastanawiam się, czy nie przygotowała czegoś specjalnego…
